Med en sang til Gud

Siostra M. Rita nigdy nie chciała być zakonnicą. A gdy o tym pomyśle słyszała – płakała. Teraz jest szczęśliwą Elżbietanką i posługuje w Norwegii. 

27-latka pochodzi z Gozdowa. Siostra Rita, bo takie imię otrzymała, od 2010 roku posługuje w Norwegii, najpierw w Oslo, a od 2013 roku w Tromsø, nazywanym stolicą Arktyki. Wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Elżbietanek. Na co dzień zajmuje się byciem współsiostrą i obowiązkami domowymi. Koordynuje także katechezę i przygotowuje dzieci do pierwszej komunii świętej. Do jej zadań należy także tłumaczenie tekstów z polskiego na norweski. Rozmawialiśmy z nią przed Pieszą Pielgrzymką Archidiecezji Gnieźnieńskiej, w której bierze udział.

– Powołanie przyszło w ogóle nieproszone i znikąd. Nigdy nie chciałam być siostrą zakonną. Chciałam mieć męża, dom z ogrodem i psa. Zawsze byłam wierząca i kościółkowa, ale traktowałam Boga jako dobrą wróżkę – nie był mi najbliższy. Starałam się zachować przykazania i tyle. Nie miałam żadnej bliższej relacji z Nim.

Co sprawiło zatem, że siostra poczuła, że to jest właśnie ta droga?

– Dopiero jak zaczęły się problemy w życiu – sercowe i różnego innego rodzaju, i ta pomoc nie przychodziła, było mi bardzo ciężko. Bo zawsze dostawałam to o co prosiłam. Było mi tak źle psychicznie i cały czas się pytałam – dlaczego tak się dzieje? I On stopniowo mi pokazywał dlaczego. No było to w moim przypadku jakieś nieszczęśliwe zakochanie. Być może On chciał mnie mieć dla siebie i dlatego tak się działo.  Więc zaczęłam chodzić coraz więcej do Kościoła, praktycznie codziennie. Czułam, że muszę tam poszukać, że tam jest odpowiedź na wiele pytań.

Czy siostra może powiedzieć, że była pewna swojej decyzji?

– Nigdy nie byłam pewna na 100%. Wiem tylko, że po maturze zastanawiałam się czy wybrać studia czy zgromadzenie. Pomyślałam, że nawet jak stwierdzę po czasie, że ja sama sobie wymyśliłam to powołanie, to nie stracę niczego dla czegoś mało ważnego, tylko dla Niego (przyp. red. Boga). Wiedziałam, że nie dam rady czekać i musiałam zdecydować, ale nigdy tego nie żałowałam. Jestem teraz przeszczęśliwa i wiem, że dobrze wybrałam.

A może w życiu siostry pojawiały się jakieś znaki, by iść tą drogą?

– Różni księża zaczynali mnie pytać czy nie chciałabym zostać siostrą zakonną. Na początku te pytania mnie dołowały, bo myślałam, że to byłaby ucieczka. Ale po jakimś czasie okazało się, że Bóg przemówił do mnie mocniej i potem takie pytania zostawały mi w głowie. Po dłuższym czasie zauważyłam Boga jako osobę. Gdzieś tam czasem biegam za człowiekiem, który w ogóle mnie nie widzi, ani mnie nie kocha, a tutaj mam Kogoś (przyp. red. Boga), kto kocha mnie aż do śmierci, bo za mnie zmartwychwstał. I taka prawda do mnie dotarła, bo pomyślałam „Boże, jak mogę Ci się odwdzięczyć?” – już chyba wiem, chce Ci się poświęcić.

– Pamiętam zdarzenie jako 12-latka. Byłam z moją ciocią w Kościele. Przyszedł pan kościelny i właśnie pierwsze co powiedział do mnie to „Ty to chyba będziesz zakonnicą”. Wychodząc, diakon zapytał o to samo. Ja uciekłam i powiedziałam mamie z płaczem „Ja nie chcę być siostrą zakonną”. Ale teraz wiem, że to był znak. Bo ten diakon opowiadał, że też dostawał takie znaki.


Siostra M. Rita przed wstąpieniem do Zgromadzenia

występowała jako wokalistka

Czy siostra przypomina sobie moment, gdy powiedziała o swojej decyzji bliskim?

– Ciężko było im z moim wyborem. Na początku był płacz. Ale to bardzo duża zasługa rodziców, całe to powołanie. Powiedziałam w samochodzie: „Kochani, myślę, że chcę wstąpić do zakonu”. Tata powiedział: „Najpierw studia, a potem pogadamy.” I myślał, że na tym koniec. Teraz są już pogodzeni i szczęśliwi – tak mówią.

Jak to właściwie stało się z tą Norwegią?

– Wiedziałam, że w Polsce są Elżbietanki znane. Poznałam siostry z prowincji norweskiej i zrobiły na mnie dobre wrażenie. Marzyło mi się, żeby jechać na misję, gdzieś za granicę. Myślałam, że im więcej ofiary tym więcej miłości – takie miałam wielkie marzenia.

Było ciężko na początku?

– Jak przyjechałam do Norwegii – nic mi się tam nie podobało. Po ludzku patrząc, nic mnie tam nie trzymało. Kultura norweska na pierwszy rzut oka jest szorstka, a ludzie nie okazują na pierwszym spotkaniu w ogóle emocji. Jeszcze język do tego doszedł i tęsknota za Polską. I dopiero ostatnio, rozmawiając z pewnym muzułmaninem – zrozumiałam, dlaczego Norwegia. Bo ja widzę, ile w życiu dostałam łask, darów… i chcę się tym dzielić, a w tym kraju ludzie żyją w dobrobycie i nie cieszą się z niego. W związku z tym, mogę dawać im swoją radość. Teraz po czasie uświadomiłam sobie, że od tej kultury można się wiele nauczyć i wiem, że to był dobry wybór.

Kiedy tak siostra opowiada, można odczuć, że Bóg jest dla siostry najważniejszy…

– Pan Bóg dawał mi zawsze to czego nie chciałam. I tak samo było z Elżbietankami. A potem okazywało się to dla mnie najlepsze. On jest niesamowity.


Rozmawiał Mateusz Nowaczyk
Źródło: Radio Września/Gazeta Radio Września

 

Dele: